Dlaczego biegam i nie mam dość? Kobiecy poradnik motywacyjny bardzo subiektywny.

31 maja 2015, 19:33 | Mikroblog | 58
Dlaczego biegam i nie mam dość? Kobiecy poradnik motywacyjny bardzo subiektywny.

Nie jestem super wysportowaną babką z kaloryferem, nie przebiegłam maratonu i raczej się na to nie zapowiada, nie biorę udziału w biegach masowych, bo kiepsko się czuję w tłumie, nie biję rekordów szybkości, bo biegam bardzo wolno i na dość krótkich dystansach. Ale od ponad roku biegam jakieś 60-70 km miesięcznie, najczęściej metodą slow jogging, choć zdarzają się i szybsze biegi i uważam, że jest to jedna z lepszych rzeczy, jaka mi się w życiu przydarzyła. Mam 43 lata, nie wstydzę się swojego wieku i tego, że zaczęłam biegać dopiero teraz.

bieganieJak zacząć biegać?

Po prostu wyjdź z domu, tu i teraz i rusz przed siebie. Najpierw przerazi Cię zadyszka i ból w płucach już po kilkunastu przebiegniętych metrach. Pomyślisz sobie, że to nie dla Ciebie. Ale tak właśnie ma być. Zwolnij wtedy i zacznij maszerować. A gdy oddech się wyrówna, a serce przestanie bić jak szalone, znów zacznij powoli biec. Ile zdołasz, potem marsz i znowu bieg i powoli, powoli przebrnij tę pierwszą godzinkę, A jutro? Jutro zrób to samo. A za tydzień może przebiegniesz już trochę dłuższy kawałek bez zipania i zadyszki. Potem będą pierwsze dwa kilometry jednym ciągiem, potem pierwsze cztery. Za jakiś czas machniesz pierwszą szósteczkę i będziesz się cieszyć jak głupia. Po drodze kupisz sobie jakieś wygodne buty do biegania, bo poczujesz, że w trampkach na dłuższą metę nie jest wygodnie. I nawet się nie obejrzysz, jak będziesz śmigać po parku, czy osiedlu, czy może po lesie. I powoli, powolutku staniesz się inną osobą. Tak jak ja :) Poczytaj sobie o slow joggingu na tej stronie. Uważam, że ta metoda jest doskonała dla początkujących biegaczy i bezstresowo wciąga w biegowy świat. Weź udział i cotygodniowym darmowym niedzielnym treningu biegowym i poznaj innych biegaczy. Po prostu rusz się i do zobaczenia na trasie :)

Co daje bieganie – kobiecy punkt widzenia

1. Pomogło mi w zrzuceniu zbędnych kilogramów. Początkowo, gdy zaczynałam biegać to był najważniejszy cel. Regularne bieganie wsparte racjonalną dietą pomogło mi osiągnąć cel – 10 kg mniej! I wydawało mi się wtedy, na początku biegania, że to jest najważniejsze.

2. Pomaga mi utrzymać wagę. Zrzucić, to jedno, ale jak ustrzec się efektu jo-jo, to już oddzielny temat. Moja waga od kilku miesięcy  jest stała. Zdarzają się wahnięcia, wiadomo, jakieś święta, wyjazdy, imprezy. Ale cały czas mam pod kontrolą ewentualne nadprogramowa kilogramy i w razie czego działam. Zaczynam biegać częściej/dłużej by spalić, co tam do spalenia się pojawia.

3. Rzeźbi moje ciało. Nie będę tu słodzić, ale taka jest prawda. Nie pamiętam, kiedy moje nogi tak dobrze wyglądały. Mam wymieniać dalej? Urodziłam trójkę dzieci, wykarmiłam je, przekroczyłam magiczną 40-tkę. Uwierzcie mi na słowo, ciało kobiece lubi bieganie.

4. Redukuje stres. Po ciężkim dniu, gdy głowa mi pęka od problemów i nadmiaru pracy, wskakuję w moje buty do biegania i ruszam w plener. Po pierwszym kilometrze czuję, jak napięcie ze mnie schodzi, oddech się reguluje, a organizm podejmuje wyzwanie.

5. Poprawia wydolność organizmu. Każdy bieg jest inny. Jednego dnia ledwo przeczłapuję 3 km, drugiego lecę na skrzydłach i prawie nie czuję zmęczenia. Ale obserwując postępy z perspektywy czasu widzę, jak zmienia się praca organizmu. To niesamowite doświadczenie i ogromna satysfakcja,

6. Uczy pokory. Wobec własnej słabości, wobec wysiłku, wobec swojego lenistwa. Wiecie, ile wymówek potrafię wymyślić w minutę, gdy nie chce mi się wyjść na trening? Ale gdy na siłę zwlekam się z fotela przed komputerem i ruszam w trasę, ogarnia mnie to niczym nieograniczone uczucie szczęścia, że znów, mimo lenia, strzykania w kolanie, kataru, zimnego wiatru lub paskudnych chmur przezwyciężyłam samą siebie. A jutro cała walka rozpocznie się od nowa. Bo człowiek to słaba istota i szuka drogi na łatwiznę

7. Dodaje skrzydeł. Brzmi banalnie, wiem o tym. Ale gdy po godzinie, zlana potem, zziajana kończę trening, mam taki wewnętrzny power i mega satysfakcję, że na nic bym tego nie zamieniła.

8. Pomaga w przełamywaniu własnej słabości. Wiecie, kiedy najbardziej się męczę? Podczas pierwszych dwóch kilometrów. Myślę sobie wtedy, że mam to gdzieś, wracam do domu, nie chce mi się, po co mi to wszystko. Ale potem, powoli łapię rytm i bieg staje się przyjemnością. I okazuje się, że mogę przebiec kolejne dwa i jeszcze dwa i nikt mi nie zabroni przebiec jeszcze dwóch.

9. Wspomaga pracę serca i układu krążenia. Tak mówią kardiolodzy, a ja im wierzę. Choć czasem, gdy nieco przycisnę i zamiast slow jest fast, czuję, że serce wali jak szalone, a ja ledwo zipię. A potem wskakuję na szybszy bieg i okazuje się, że daję radę nawet z tym fast, oczywiście przez krótką chwilę. A potem wracam do slow, i bięgnę przed siebie z bananem na ustach.

10. Na koniec zostawiłam sobie najlepsze. Regularne bieganie sprawia, że czuję się super babką! Nie muszę nikomu nic udowadniać, nie muszę się z nikim ścigać na czasy i kilometry. Sama przed sobą czuję się super, po walczę ze swoją słabością, bo wygrywam małymi krokami, bo tak duża zmiana zaszła we mnie w tak krótkim czasie. Bo czuję się dobrze ze sobą w tej nowej skórze, z tym biegowym szaleństwem, które stało się sposobem na życie w zgodzie z moim ja.

Beata Lipov

Ponoć mówią, że jestem najbardziej zakręconą 40-to latką w Polsce. Tysiąc pomysłów na minutę to moja specjalność. Gotuję, prowadzę warsztaty, biegam, wyciskam poty na siłowni, piszę książki, spotykam się z czytelnikami, motywuję dziewczyny takie jak Ty do dbania o siebie i zdrowszego, piękniejszego życia. Lawendowy Dom to także Twój dom.

Zapraszam
Beata Lipov

Komentarze

58 odpowiedzi na “Dlaczego biegam i nie mam dość? Kobiecy poradnik motywacyjny bardzo subiektywny.”

  1. dagmara napisał(a):

    witaj Beatko!

    Ja swój komentarz dziękczynny napisałam już wcześniej – pod którymś postem o slow jogingu – mam nadzieję że czytałaś :). Dziękuję ci za to, że wracasz do tematu – takie motywatory są potrzebne. Ja zaczęłam biegać dzięki Tobie i będzie już leciał 3 miesiąc w rytmie slow – ale radość z tego, że robię coś dla siebie – bezcenna.
    Dzięki Tobie odkryła też kaszę jaglaną – a na wczorajszym obiedzie królowały gołąbki z Twojego przepisu – bosskie!!!
    Dziękuję Ci raz jeszcze.
    Pozdrawiam cieplutko
    Dagmara;)

    • Lawendowy Dom napisał(a):

      Cześć Dagmaro, nawet nie wiesz, jaką mi sprawiasz przyjemność tymi słowami. Dla mnie właśnie takie reakcje czytelników są największą motywacją do pracy. Trzymam kciuki za Twoje bieganie i mooocno ściskam! Beata

      • Dgmara napisał(a):

        Właśnie wczoraj pierwszy raz przebiegłam – przetruchtałam 8km!!!:))))
        W życiu bym nie pomyślała jeszcze jakieś 3 m-ce temu, że to mozliwe w moim wykonaniu! Tylko, że ja po biegu nie wyglądałam tak pięknie jak ty Beatko:))

        Może i jestem chwalipięta ale trudno!!
        Pozdrawiam
        Dagmara

        • Lawendowy Dom napisał(a):

          Fantastyczna wiadomość :))))))) Mega gratulacje dziewczyno!!!!

          • Aneta Dzięgelewska napisał(a):

            Świetnie napisane, wciąga. Aż chce się iść pobiegać. I o to chodzi.3xTAK. Ja biegam od 3 lat. Bieganie daje mi wolność i odskocznię. Trudno opisać w słowach co się dzieje w głowie podczas biegania lub pływania,jazdy na rowerze. Coś takie nieokreślone uderza ci do głowy. Stajesz się sobą i mierzysz się sobą. To bardzo trudny przeciwnik, ale zmierzenie się z nim daje ogromną wręcz niewyobrażalną ilość satysfakcji. Taki zdrowy narkotyk. Ja biegam w masowych biegach, choć też nie lubię tłumów. Mnie chodzi o zmierzenie się sama ze sobą i radość że tak wielu RÓŻNYCH ludzi dzień biega. Mali i duzi, grubi i chudzi, w butach do biegania i tenisówkach, samemu i ze znajomymi i z rodziną, charytatywnie i bez celu, dla siebie i dla innych. Każdy ma banana przyklejonego na ustach na mecie. I nie chodzi o czas tylko o…. i tu każdy powinien sobie sam odpowiedzieć o co?

  2. Maja napisał(a):

    Beatko, dzięki tobie po roku myślenia o slow joggingu przeszłam do czynów. Od 3 tygodni zaczęłam truchtać. Może nie dużo ale na początek te 4 km to dla mnie sporo.
    Wyciągnęłam tez rower stacjonarny z szafy, raz rower raz truchting.
    Skoro Ty dałaś radę to i ja tez dam (chyba jesteśmy równolatkami :)
    Fakt najgorzej zacząć i się ruszyć. Dla mnie to chyba jedyna dozwolona forma ruchu poza chodzeniem i pływaniem.
    Korzystam też z Twoich niektórych przepisów:)
    No i kupiłam buty, na początek te z Lidla wystarczą, poźniej pomyślę o tych z lepszej półki.
    Dziękuję Ci :)

  3. Ewa napisał(a):

    podpisuje się pod artykułem pani Beato, równiez jestem takiego zdania :)
    Uwaga dla wszystkich: od biegania można si uzależnić.. w pozytywnym słowa tego znaczeniu

  4. Agnieszka Kozlowska napisał(a):

    Ja biegam calkiem odwrotnie niz ty. To znaczy interwalowo, czyli duzo krocej, ale intensywnie. Tak wole, bo oszczedzam czas i trening jest ciekawszy, ergo latwiej mi sie zmobilizowac :) Ale chcialam ci powiedziec, ze calym sercem zgadzam sie z tym, co tu napisalas. Bieganie jest super, mimo ze tak czesto sie nie chce. To uczucie po wyczerpujacym biegu powinni butelkowac i sprzedawac z etykieta „szczescie”.

  5. davenia napisał(a):

    to o rzezbieniu ciala jest arcywazne: ja biegam niecale 2 tygodnie i po dwoch dniach biegania (u mnie to bylo po 70 min. bo strasznie ciezko mi szlo) juz poczulam sie fantastycznie. bo schudlam? wolne zarty;) bo brzuchacz mi opadl. efekty psychiczny jest niezwykle wazny i kiedy po pierwszym razie zobaczylam, ze po poludniu nie boli mnie glowa choc czuje po raz pierwszy od lat kazdy miesien mego ciala, a na drugi dzien, mimo ze jadlam normalnie, nie mam wzdec to na trzeci dzien przebieglam juz 65 min!
    zainwestuje w buty ale nie w slitasne sportowe ubrania bo one wchlaniaja pot a ja uwielbiam czuc kiedy jestem mokra od tluszczu, ktory po mnie taraz, nomen omen, splywa! biore kiece (stare lachy) i lece!
    sledze kazdy odcinek o bieganiu. z tym wieksza przyjemnoscia, ze nie jestem juz bierna ich czytelniczka.

  6. Barbara Gutt napisał(a):

    Biegać niestety nie mogę,ale zaczęłam inne aktywności fizyczne.Początki były trudne,ale teraz nie wyobrażam sobie dnia zasiedzianego na kanapie :) Pozdrawiam <3

    • Lawendowy Dom napisał(a):

      Basiu, jak ja Ci dziękuję za ten komentarz. Właśnie o to chodzi. Najłatwiej powiedzieć, to nie dla mnie, nie mogę biegać. Ale przecież można ruszać się na 1000 sposobów. Dzięki!

  7. Groszkowa napisał(a):

    Kochana, ja z przyczepką rowerowo-biegową biegam :)

  8. "Sielskie Klimaty" napisał(a):

    Kusisz tym bieganiem :) i zachęcasz kolorowo … chyba spróbuję :) miłego dnia :D

  9. Marta Z-ska napisał(a):

    Oj swietnie! Ja tez trochę zaczynałam ( bardziej chodziłam) ale niestety okazało sie ze jestem w ciazy wiec póki co marzenia o bieganiu odstawiam na przyszły rok:-) póki co to żadna aktywność u mnie sie nie sprawdza- narazie czuje sie fatalnie ale mam nadzieje ze to minie:-)) pozdrawiam

  10. Grazyna napisał(a):

    Dziekuję za te wspierające i motywujące posty (powtarzaj je do znudzenia)! Kiedyś Beatko migneła mi Twoja blond czupryna gdzies na uliczkach Wawra – własnie podczas slowjoggingu. Ja robie slow wzdłuż Wału Miedz. I bardzo sie cieze, że udaje mi się (zazwyczaj) przezwyciężyć slabość, rzucić na godzinę wszystko i potruchtać wydeptaną ścieżką :)

  11. Ewa Adamska napisał(a):

    Beato, ja dzięki Tobie, przebiegłam juz w sumie około 50 kilometrów, jest to mój życiowy rekord :) a dziś mam plan dorzucić kolejne kilometry, pozdrawiam serdecznie

  12. Czy zabieracie na te biegi wodę ze sobą? Pewnie to bardzo niewygodne ale ja chyba umarlabym po drodze z pragnienia.jakieś wskazówki,rady?

  13. Aldona Dara napisał(a):

    Biegam przed 6 rano.. woda nie jestem mi wtedy potrzebna..a tak wczesna pora jest rekompensowana przez rześkie powietrze, budzące się słońce i zdziwione miny zaspanych ludzi idących do pracy :)

  14. Jagoda napisał(a):

    Lepiej bym tego nie ujęła. Sama biegam od niedawna, bo od marca. Ale uwielbiam to pokonywanie siebie, tę satysfakcję, że znów się udało o to uczucie, gdy biegnę i przeklinam samą sobie, obiecując sobie, że jutro to przerwa i nic mnie nie zwlecze z kanapy, na bank nie pójdę biegać, a potem tylko odliczam czas w pracy i przebieram nóżkami, żeby wskoczyć w legginsy i iść pobiegać :)

  15. SylandBry Gervais napisał(a):

    w nas kobietach SILA !! dzieki Beatko za tyle pozytywnej energ, motywacji, pomyslowi! Nie jestes nudna do bolu … calkowicie rozumiem jak cieszysz sie z tego wszystkiego, z kazdego kilometra,, kazdego nowego fajnego przepisu, z nowych jeansow itp.:-) Buziaczki!

  16. Stanikomania! napisał(a):

    Ja z trochę innej beczki – BOSKIE buty! :-)

  17. Lucyna Krzymińska napisał(a):

    Super DZIEWCZYNA w super butach-pozdrawiam cieplutko!

  18. Elżbieta Brzęk napisał(a):

    zgadzam sie i nic dodać nic ujac..też biegam …dla siebie .warto.. ozdrawiam.

  19. Ewa Skrenty napisał(a):

    Ja też zaczęłam biegać dzięki Tobie Beatko, i książce na temat slowjoggingu. I dzięki Tobie przebieglam 80 km w ciągu pierwszego miesiąca:-) sama się zdziwiłam ale aż ciągnęło mnie codziennie na to truchtanie:-) przyjemny relaks i chwila spokojnego wytchnienia..

  20. Karolina Barcicka napisał(a):

    Nie biegam 3 dzień i jest mi źle, bardzo źle.

  21. Anna Pryć-Futkowska napisał(a):

    Beatko Ty byłaś motorem do mojego kolejnego podejścia do biegania. Biegam :-) marzyłam o 5 km i pokonałam je po niecałym miesiącu treningów. Biegam bardzo wolno, ale mam z tego ogromną frajdę. Ja! Kanapowiec. Leniwiec. Nienawidząca biegania.

    • Lawendowy Dom napisał(a):

      Aniu, pisze do Ciebie także kanapowiec i leniwiec :) Tak się cieszę, że robisz takie niesamowite postępy! To, że biegasz wolno, to doskonale, przecież nikt nas nie goni, chodzi o regularność, to jest najwaniejsze, a wyścigi zostawmy sprinterom. Całuję mooocno!

  22. ja wyruszam dzis wieczorem, a jutro basen:)

  23. Halina napisał(a):

    Mam 40 lat, niewiele kg w plusie i biegam od miesiąca. Jednak nadal nie jest latwo. Nie dałabym rady przebiec „godzinki” jak piszesz za pierwszym razem, niemożliwe w moim przypadku. Ja zaczelam od „0 do 60 minut ciągłego biegu” według Mateusza Jasinskiego i i tak jak napisalam nie jest latwo. Motywuje się jak mogę i z tym nie ma problemu, problem jest z oddychaniem podczas biegania i szybkim meczeniem się, chociaż i tak już jest lepiej niż w pierwszym tygodniu. Poza tym zgadzam się ze bieganie jest super :-)

    • Lawendowy Dom napisał(a):

      Halina, ja początkowo też się męczyłam, biegłam, przechodziłam w marsz i tak w kółko. Ale to bardzo dobrze, tak ma być i ten proces powoli będzie się zmieniał. Jeśli masz problem z oddychaniem, zwolnij, tempo niech będzie wolniejsze, niż marszu. No i cudownie, że ruszyłaś w plener i zaczęłaś biegać. Jestem z Ciebie niesamowicie dumna!

  24. Katarzyna Wiśniewska napisał(a):

    A ja mam pytanie z innej beczki :) Droga Beatko spinasz jakoś włosy? Próbowałam w jednym popularnym markecie sportowym znaleźć jakąś opaskę ale nic mnie nie powaliło… mam trochę dłuższe włosy od Ciebie ale na kitkę za krótkie, może masz jakiś patent? Czy biegasz z wiatrem we włosach? :) Pozdrawiam ciepło :)

  25. Małgorzata Wiktoria Bednarczyk napisał(a):

    Zaczęłam biegać od dwóch tygodni.Pierwszy dzień to była katorga.Zaczyna mi to sprawiać przyjemność.Chociaż te moje dystanse nie są takie imponujące,ale i latek mam zdecydowanie więcej.

  26. Marysia napisał(a):

    Super, super, super! Zaraz zakladam adidaski biore pieski i smigam do parku a przed chwila wypilam kawe z mlekiem z platkow owsianych z Twojego przepisu! Przeczytalam artukul o bieganiu i zdalam sobie sprawe, ze to co osiagnelas Ty, od dluzszego czasu probuje osiagnac i ja. Bylam uzalezniona od slodyczy a teraz juz trzeci tydzien bez ziarenka cukru, ‚rzucilam’ mleko od zwierzece, codziennie gotuje lekkie posilki i moj skuter, ktory codziennie wozil mi dupke, kurzy sie na parkingu;) zmieniajac wydawaloby sie tak niewiele, juz stracilam 3 kg i jestem bardzo z siebie dumna. Czytajac Twoje wpisy, uswiadamiam sobie, ze moge wytrwac i ze to super samopoczucie i duma z przezwyciezenia wlasnych slabosci jest motorem do odniesienia sukcesu na innych polach! Moze masz jakis sposob, jakas mysl przewodnia, ktora pozwolilaby mi wyskakiwac o 7 rano bez wymowek z lozka?;) pozdrawiam bardzo serdecznie, jestes Super Babka!

    • lawendowy_dom napisał(a):

      Z 7 rano Ci nie pomogę. Wstaję codziennie o tej porze i jeszcze nie znalazłam sposobu, żeby robić to sprawnie i z uśmiechem na ustach ;) Trzymam mocno za Ciebie kciuki, jesteś super dzielną babką Marysiu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *