Moje chudnięcie odcinek 5, czyli jak się nie dać zwariować.

1 sierpnia 2014, 07:38 | Mikroblog | 7
Moje chudnięcie odcinek 5, czyli jak się nie dać zwariować.

retrodressDwa dni temu o moim odchudzaniu, o bieganiu, o zmianach w życiu opowiadałam na spotkaniu w Ovo Studio. Było gorąco jak piorun, żar tropików lał się z nieba. Miałam na sobie cudowną sukienkę od Moniki z Mokkafiveoclock i czułam się równie cudownie. Najpierw nieśmiało, potem coraz odważniej rozmawialiśmy o tym, co można zrobić, by zadbać o siebie.

ovostudioMój dietetyczny anioł stróż, czyli Ewelina Bartniak tłumaczyła nam, co dzieje się z organizmem, gdy się odchudzamy, a także udzielała wstępnych porad z pomocą Tanity. Ania Sierpowska opowiedziała o całościowym podejściu do człowieka w Ovo Studio i o różnych rodzajach terapii, którym można się tam poddać. Zarażała nas swoim entuzjazmem i dobrą energią. Małymi krokami, bez rewolucji, powoli, przyjemnie i bez spinania pośladków – tak właśnie przebiega mój proces zmian. Rewolucje to są dobre na chwilę, a potem dopada nas codzienność, więc warto zadbać, by ta codzienność była maleńką rewolucją, która toczy się dzień po dniu. Opowiedziałam o diecie, która przestała być dietą, a stała się sposobem na życie, o moim z Lubo codziennym truchtaniu, modelującym pośladki i uda i dającym mnóstwo radochy, a także o moich małych jedzeniowych grzeszkach, które nie powodują poczucia winy, bo wszystko jest dla ludzi, prawda? Nie daję się zwariować, stając rano na wagę i widząc, że przybyło mi pół kilograma. Ok, myślę dalej. Był weekend, wspaniały weekend z przyjaciółmi, mnóstwo pyszności i super zabawa. Zamiast samoumartwiania wrzuciłam na totalny luz, a te pół kilograma wybiegam sobie w kilka dni. Bo jeśli będę wciąż w nerwach liczyła kalorie, odmawiała sobie drobnych kulinarnych przyjemności to jestem pewna, że w pewnym momencie po prostu nie wytrzymam. A ja nie chcę radykalnych posunięć i dramatycznych zwrotów akcji. Ja chcę sobie żyć spokojnie, na luzie, zdrowo i pysznie, a co mi tam, mam do tego prawo i dobrze mi z tym. Obiecałam, że uporządkuję moje wpisy opowiadające o odchudzaniu, tak by łatwiej było znaleźć interesujące Was przepisy i rady. Wystarczy w okienku „szukaj” wpisać hasło odchudzanie, a wyświetli się wszystko, co na ten temat napisałam.

Zrzut ekranu 2014-07-30 (godz. 10.29.19)

Dziękuję za cudowne spotkanie, pogaduchy i niesamowitą atmosferę. Daliście mi mnóstwo pozytywnej energii. Dziękuję! Z ostatniej chwili – znowu kilogram mniej na wadze. Hurrrrrra!

Beata Lipov

Ponoć mówią, że jestem najbardziej zakręconą 40-to latką w Polsce. Tysiąc pomysłów na minutę to moja specjalność. Gotuję, prowadzę warsztaty, biegam, wyciskam poty na siłowni, piszę książki, spotykam się z czytelnikami, motywuję dziewczyny takie jak Ty do dbania o siebie i zdrowszego, piękniejszego życia. Lawendowy Dom to także Twój dom.

Zapraszam
Beata Lipov

Komentarze

7 odpowiedzi na “Moje chudnięcie odcinek 5, czyli jak się nie dać zwariować.”

  1. Doti napisał(a):

    To my bardzo dziękujemy, Twoja pozytywna energia zaraża, a zdrowe przekąski były tak pyszne że już na dobre zagościły w naszej kuchni.

  2. kathleene napisał(a):

    Te pół kilo to ma prawo się wahać chyba, czasem to tylko woda lub coś, co dłużej trawimy. Mi się waga kiwa nawet o kilogram. Fajne masz podejście do odchudzania, brakuje takiego w codziennym świecie skoncentrowanym na idealnym ciele.

  3. Sylwia R napisał(a):

    Ale fajny blog. Szukałam przepisu na jaglankę a znalazłam coś więcej :-) Gratuluję schudnięcia!

  4. atomheart_energia napisał(a):

    Gratuluję schudnięcia!:) Śledzę ten blog od mniej więcej pół roku, uwielbiam korzystać z niniejszych przepisów, a to dlatego, że właśnie od pół roku, czyli od lutego, udało mi się zrzucić 12 kg:) Miałam dokładnie ten sam problem, co Ty, Beatko. Po przekroczeniu 40 (jakaś magiczny to wiek dla metabolizmu kobiety) każdego roku narastały mi 4 kg:(. W lutym „wzięłam się za siebie”, zmieniłam nawyki żywieniowe, a Lawendowy Dom podsunął mi kilka wspaniałych przepisów:). Teraz po prostu nie jem zbóż, a mięso bardzo sporadycznie. Kurczaka i wieprzowinę odstawiłam totalnie (mięso tych zwierząt jest najbardziej szpikowane hormonami).W związku z tym w ogóle nie jadam również wędlin, chyba, że gdzieś dostanę wołowe pastrami albo 100% szynki z indyka;-) Choć spokojnie mogę się obyć bez mięsa, a przepisy Lawendowego Domu mi w tym pomagają i podsuwają nowe rozwiązania:) Dziękuję za ciekawą lekturę i pozdrawiam z Bydgoszczy!:) Magda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *