Nel Blu – 700 mil morskiej żeglugi cz.I

13 lipca 2015, 11:25 | Miejsca Podróże | 32
Nel Blu – 700 mil morskiej żeglugi cz.I

nel-bluPowitała nas w porcie dość obojętnie. Wielka, brudna i zapomniana łajba stała pierwsza tuż przy pomoście portu niedaleko Rzymu. Jej pokład pokrywały zeschłe liście, warstwa kurzu i brudu. W środku temperatura przekraczała granice rozsądku, wszak mówimy o początku lipca we Włoszech. Gorąco paliło żywym ogniem, w powietrzu unosiły się kłęby kurzu, a przez zapleśniałe, upstrzone zaciekami wilgoci zasłonki do wnętrza wlewał się słoneczny żar. Mimo to Nel Blu od razu mi się spodobała. Miała charakter, a ja lubię kobiety z charakterem. Piękne drewniane wnętrze, których lata świetności minęły naście lat temu, wciąż jednak zachowały swój elegancki urok, jeśli tylko wysiliło się wyobraźnię i miało sporo dobrych chęci, by w tej łodzi ujrzeć coś więcej, poza mnóstwem pracy, która nas czekała. Zaczęliśmy od razu.

Przygotowania

Wyciągam z torby gumowe rękawice i zaczynam ściągać z brudnych okien zakurzone zasłonki. Pierwsze zanurzenie kremowej materii w wodzie z mydlinami od razu pozbawia mnie złudzeń. Zasłonki są tak stare i spalone słońcem, że dosłownie rozchodzą się w moich rękach na strzępy. No dobrze, pal licho zasłonki,  zaczynamy porządne szorowanie, odgruzowywanie, wywalanie niepotrzebnych szpargałów, mycie, odkurzanie. Pot leje się z nas strumieniami i nie jest to jakaś nędzna metafora. Po prostu jest tak gorąco i duszno, że dosłownie nie widzimy na oczy. A jednak po dwóch dniach Nel Blu zaczyna nieco przejaśniać, a my czujemy się na niej coraz lepiej. Znamy już wszystkie jej zakamarki, powoli wtapiamy się w jej przepastne wnętrze bo za chwilę wyruszyć w długi rejs.

Plan rejsu

Nel Blu, trzydziestoletni jacht typu Trinidad 48, 120 m2 żagla, 48 stóp długości dostaje nową szansę. Pod kapitanem Mikołajem Gierychem i pięcioosobową załogą do której szczęśliwym trafem ja i Lubo należymy, rusza w swój dziewiczy rejs. Plan jest taki: z portu pod Rzymem, przez Korsykę, wzdłuż Sardynii, zahaczając o Minorkę, Majorkę, Ibizę, wzdłuż wybrzeża Hiszpanii, przez Gibraltar, Portugalię, Brest, Kanał La Manche, Brunsbutel do Świnoujścia, gdzie dostanie drugie życie.

11174706_1459740431007237_4432542177068080731_oJa uczestniczyć będę w pierwszym etapie rejsu, dopłynę do Alicante na brzegu kontynentalnej Hiszpanii. Przede mną pierwszy morski rejs. Przed nami 700 mil morskich do przepłynięcia w osiem dni. Będziemy płynąć dzień i nocą. Mam stracha. Teoretycznie wiem, czego się spodziewać, ale rzeczywistość jak zawsze przerasta wszelkie oczekiwania.

nel-blu_5Dzień pierwszy

Wypływamy o świcie, jeszcze w porcie okazuje się, że nie mamy włoskiej bandery. Nerwowe przeszukiwania zakamarków Nel Blu skutecznie opóźniają start, zaplanowany na 4 rano. Wypływamy w końcu ok. szóstej.

nel-blu_10Jest cicho, spokojnie, nie ma wiatru, płyniemy na silniku. Wszystko super, nie buja specjalnie, morze jest takie przyjazne, wschodzi słońce, no pięknie jest!

nel-blu_3

nel-blu_4

Nel-blu_2Morze, jak to morze zaczyna sobie tańczyć, a wraz z nim dawno nie pływająca na otwartych wodach tańczy w najlepsze Nel Blu. No i zaczyna się zabawa. Prawa burta na rufie na długie godziny staje się moją najbliższą powierniczką i przyjaciółką. Jest gorąco, pali słońce, a ja nie mogę się stamtąd ruszyć, bo targają mną ostre wymioty. Choroba morska daje mi w kość. Kilka godzin upływa na wiszeniu za burtą lub smętne wpatrywanie się w pusty horyzont. W dodatku na myśl o tym, że nogę na lądzie postawię dopiero następnego dnia ok. południa sprawia, że po mojej obolałej, nagrzanej słońcem głowie kołacze się myśl – co ja najlepszego zrobiłam?! Żołądek powoli się uspokaja, przynajmniej na pokładzie, bo każda próba wejścia pod pokład kończy się… no wiecie czym. Zapada zmrok, a potem ciemna noc. Nie widzimy już lądu, księżyc powoli wyłania się z morza i oświetla bezkres wokół nas. Co jakiś czas tuż obok burty wyskakują z wody delfiny, wzbudzając w nas niesamowitą radość. Czuję się dziwnie, nie mogę zasnąć, więc spędzam na pokładzie bezsenną noc. Wczesnym rankiem, gdy oczy odmawiają już posłuszeństwa, a całe ciało krzyczy głośno spaaaaać!  obok naszego jachtu wyłania się… wieloryb! Na pokładzie żeńska część załogi, zaczynamy budzić pozostałych, a wielkie czarne cielsko pojawia się i znika. Odpływa kawałek dalej, ponownie się wynurza i wypuszcza w górę fontannę wody. Widok zwala nas dosłownie z nóg. Jesteśmy przejęci ogromem zwierzęcia i tym, że jest tak blisko nas. Emocje sięgają zenitu, piszczymy jak stado przedszkolaków, no ale wiecie, nie co dzień człowiek spotyka na swojej drodze wieloryba :) Dopiero nad ranem schodzę pod pokład i zapadam w niespokojny, krótki sen. Pod powiekami przesuwają się obrazy skaczących przy wschodzie słońca delfinów i fontanna wody wypuszczona przez wieloryba. Istny kicz, piękniej już być nie może…

nel-blu_8Dzień drugi

Po trzydziestu godzinach na morzu dobijamy do brzegów Korsyki. Położone na wysokim klifie miasteczko Bonifacio wygląda od strony morza zjawiskowo.

bonifacio_2Zanim skierujemy się do portu, przybijamy do maleńkiej plaży i rzucamy kotwicę. Woda jest turkusowa, piasek biały, czyli wszystko tak, jak być powinno. Pod wodą pływa mnóstwo ryb, są niebieskie, czarne, pomarańczowe. No bosko jest po prostu. Beztroskie pływanie zmywa z nas resztki zmęczenia. Przybijamy do portu i ruszamy po zakupy – trzeba uzupełnić prowiant. Po obowiązkach zwiedzanie. Jest gorąco i pięknie.

bonifacio_3

bonifacio_4

bonifacio_7

bonifacio

bonifacio_6Wieczorem wypływamy. Przed nami najdłuższy przelot, kolejny przystanek – Minorka na Balearach.

Dzień trzeci i czwarty…

Gdy opuszczamy gorące, słoneczne i przyjazne Bonifacio, w ciągu kilku chwil przenosimy się w inny świat. Morze jest niespokojne, granatowo-szare, Nel Blu tańczy na falach w najlepsze, a my przypięci pasami bezpieczeństwa nie możemy uwierzyć, jak szybko zmienia się pogoda. Między Korsyką i Sardynią rzuca nami jak łupinką orzecha. Potem morze nieco się uspokaja, ale ja nie mam co wchodzić pod pokład, bo wiem jak to się skończy. Spędzam więc noc pod gołym niebem i o dziwo zapadam w pierwszy głęboki, mocny sen podczas tego rejsu. Otulona śpiworem, z kłębem lin pod głową śpię długo i spokojnie. Poddaję się rytmowi morza. Płyniemy, płyniemy, płyniemy. Za nami woda, przed nami woda, dnie i noce zlewają się w jedno. Dziwne uczucie, my na środku morza, sami, nie widać jachtów, statków, kompletna pustka. Trochę strasznie, gdy jednej nocy morze zamienia się w taflę lustra, nie ma wiatru, czerń nieba i wody się zlewa i otacza nas jak czarny kokon.  Z lewej burty pojawia się w ciemności statek. Wygląda dziwnie, nie możemy wypatrzeć świateł nawigacyjnych, bo cały jest obwieszony jarmarcznymi lampkami. W ciemności trudno oszacować odległość i kierunek, gdy nie ma żadnego punktu odniesienia. W końcu kapitan decyduje o zmianie kursu, i omijamy statek widmo szerokim łukiem. Znowu nie mogę spać, mimo, że morze jest spokojne. Za spokojne. Ta aksamitna, klejąca ciemność, lekka niepokojąca mgła, tysiąc metrów wody pod nami, dziwna cisza i ten statek widmo skutecznie przetrzymują mnie na pokładzie aż do wschodu słońca. Zapadam wreszcie w sen na mojej koi na… długie trzy minuty, bo nagle pobuuuudka! Tuż obok nas pojawiło się stado delfinów! Około setka kłębi się szaro-czarną masą na tle mlecznego o tej porze nieba. Jest magicznie. Podpływamy do wesołego kłębowiska, delfiny zaczynają się popisywać, pływają przy dziobie, skaczą, robią piruety, po prostu szaleństwo. Jest ich tak dużo i robią tyle zamieszania, a my z emocji o mało co nie wypadamy za burtę.

delfiny_2

delfiny_3

delfinyŁał! Po prostu łał! Takie rzeczy ogląda się w filmach przyrodniczych, a nie na żywo. W my jak zaczarowani, sami na środku Morza Śródziemnego z tą zgrają pływających dowcipnisiów.

delfiny_8Myślicie, że to koniec atrakcji? Tego dnia spotykamy kolejne stado delfinów. Te są inne, dwa razy większe, ruszają się wolniej, na ciele mają plamki i ustawiają się na nasz widok w rządek, a ich płetwy grzbietowe z oddali wyglądają jak grzbiet piły. Gdy myślimy, że dzień atrakcji się skończył, pojawia się kolejny wieloryb!!! Żeby nam się nie poprzewracało w głowach, zarządzamy szorowanie pokładu. Cała załoga pucuje Nel Blu aż do zachodu słońca. Jesteśmy umordowani i mega szczęśliwi. Już w ciemnościach, popatrując na Drogę Mleczną zajadamy kolację. Kolejna noc na morzu przed nami, a jutro…

c.d.n.

Jeśli chcielibyście śledzić losy Nel Blu lub przyłączyć się do wyprawy -to wciąż możliwe!!!- zajrzyjcie na jej profil na Facebooku. Dalsza część morskich opowieści jeszcze w tym tygodniu, oczywiście jeżeli nie macie dość.

Zdjęcia: Lubo Lipov i ja :)

Beata Lipov

Ponoć mówią, że jestem najbardziej zakręconą 40-to latką w Polsce. Tysiąc pomysłów na minutę to moja specjalność. Gotuję, prowadzę warsztaty, biegam, wyciskam poty na siłowni, piszę książki, spotykam się z czytelnikami, motywuję dziewczyny takie jak Ty do dbania o siebie i zdrowszego, piękniejszego życia. Lawendowy Dom to także Twój dom.

Zapraszam
Beata Lipov

Komentarze

32 odpowiedzi na “Nel Blu – 700 mil morskiej żeglugi cz.I”

  1. Pau - 5razones napisał(a):

    Piękna przygoda! Mnie się marzy kiedyś zapakować rodzinnie w campera i ruszyć w objazdówkę po Europie :)

  2. Monika Morawska napisał(a):

    Fantastyczne! Niezla przygoda :)

  3. Lucyna Krzymińska napisał(a):

    SUPER PRZYGODA!!!

  4. Justyna Marczuk napisał(a):

    Piękne:) ale troszkę podrasowane, przyznaj;)

  5. i dla takich chwil warto żyć :))))

  6. Magda Rabiega napisał(a):

    Kilka dni temu kupiłam książkę „Lawendowy dom”. Oglądam ją sobie, czytam przepisy, podziwiam zdjęcia i pomysły. Jednocześnie zaglądam na FB, co tam u znajomych i dziś rano olśniło mnie, że kapitan Nelblue Mikołaj, Tomek i autorka książki są na pokładzie tego samego jachtu. Jaki zbieg okoliczności. Bardzo się ucieszyłam. Zazdroszczę Wam rejsui delfinów. Pozdrawiam

  7. Agnieszka Zakrzewska napisał(a):

    Rewelacja! Czytalam z zapartym tchem☺ chyba juz Ci mowilam, ze strasznie lubie do Ciebie zagladac!

  8. NaturalnaKuchnia napisał(a):

    Niesamowite. Taką przygodę można sobie tylko wyśnić. Ale jak widać sny spełniają się. Pozdrawiam z Roztocza (też magicznego). Aga P.

  9. Agnieszka Paździurek napisał(a):

    Coś fantastycznego!!! Czekam niecierpliwie na dalsze relacje. Stęskniłam się za Twoimi kolorowymi wpisami. Pozdrawiam Aga P.

  10. Lawendowy Dom napisał(a):

    Ale mi miło , dziękuję pięknie :)

  11. Magazyn Kuchenny napisał(a):

    Wielki Błękit <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *