Recenzja suszarki ogrodowej Linomatic 600 Deluxe marki Leifheit i szybki konkurs!!!

18 maja 2016, 08:27 | Dom i ogród Zakupy | 44
Recenzja suszarki ogrodowej Linomatic 600 Deluxe marki Leifheit i szybki konkurs!!!

Solidna, bardzo prosta w użyciu, przemyślana w najdrobniejszym szczególe – taka właśnie jest suszarka ogrodowa Linomatic 600 Deluxe marki Leifheit. Przetestowałam ją dla Was, zobaczcie na filmie, jak suszarka sprawdza się na placu boju, a dokładniej w moim ogródku ;)

Komu się przyda?

Jeśli posiadasz kawałek ogródka i uwielbiasz zapach pachnącego świeżym powietrzem, wiatrem i słońcem prania, to jest to coś dla Ciebie. Po rozłożeniu suszarka jest spora, ale gdy tylko pranie wyschnie, możesz ją w prosty i szybki sposób złożyć.

suszarka-Leifheit-Linomatic-600-Deluxe01

Jak to działa?

Możesz urządzić naprawdę wielkie pranie, bo suszarka pomieści wsady aż z sześciu pralek. Zamontujesz ją w prosty sposób za sprawą specjalnego uchwytu, który wygląda jak wielka śruba. Uchwyt wkręca się w ziemię za pomocą metalowego pręta dołączonego do zestawu.

linomatic-600-deluxe-leifheit_2

Do uchwytu wkładasz podstawę suszarki i montaż właściwie jest zakończony. Składanie i rozkładanie suszarki jest dziecinnie proste. Wyposażona jest w system easy lift i easy close, który rzeczywiście działa bardzo sprawnie. Wystarczy jeden ruch, by suszarkę złożyć lub rozłożyć i poradziłam sobie z tym nawet ja ;). Podczas składania linki suszarki sprytnie się chowają, dzięki czemu pozostają czyste i nie brudzą prania. Suszarka wyposażona jest w wieszaki na zatrzask, więc nawet jeśli zawieje silniejszy wiatr, nie musisz się obawiać, że znajdziesz swoje pranie gdzieś na ziemi. Pomyślano także o problemie znikających skarpetek. Specjalna nakładka ze sprytnymi zaciskami pozwala na wysuszenie 38 skarpetek lub innych drobnych rzeczy.

suszarka-ogrodowa-linomatic-600-deluxe-leifheit_3

Trochę danych

suszarka-Leifheit-Linomatic-600-Deluxe02

Suszarka wyposażona jest w 60 m mocnych linek.

Ma sprytny system zwijania linek.

Mieści 6 wsadów pralki.

Po rozłożeniu jest spora, jej przekątna wynosi 3,52 m.

Łatwo się ją otwiera i składa.

Ma 8 uchwytów na wieszaki.

suszarka-ogrodowa-linomatic-600-deluxe-leifheit_4

Konkurs z praniem w tle ;)

A teraz niespodzianka. Jedną taką super suszarkę mam dla Was, czytelników Lawendowego Domu. Proszę o pozostawienie w komentarzu krótkiej historyjki związanej z… praniem. Może to być jakieś wspomnienie z dzieciństwa, może być coś jak najbardziej współczesnego. Jakaś opowiastka z wakacji u babci na wsi lub coś zupełnie innego. Jestem pewna, że każdy z Was ma w zanadrzu jakąś pralniczą opowiastkę. Czekam na Wasze historyjki do końca maja, a 4 czerwca ogłoszę, kto dostanie ode mnie suszarkę ogrodową Linomatic 600 Deluxe. W skład konkursowego zestawu wchodzi: suszarka, uchwyt do wkręcenia w podłoże oraz nakładka do suszenia skarpetek i innych mniejszych rzeczy. Powodzenia!!!

suszarka-ogrodowa-linomatic-600-deluxe-leifheit

Rozwiązanie konkursu z praniem w tle

Pięknie dziękuję za wszystkie opowiastki z praniem w tle. Miło mi poinformować, że suszarka Linomatic 600 Deluxe trafi do Angeliki Kasprzyk. Gratuluję!

 

Beata Lipov

Ponoć mówią, że jestem najbardziej zakręconą 40-to latką w Polsce. Tysiąc pomysłów na minutę to moja specjalność. Gotuję, prowadzę warsztaty, biegam, wyciskam poty na siłowni, piszę książki, spotykam się z czytelnikami, motywuję dziewczyny takie jak Ty do dbania o siebie i zdrowszego, piękniejszego życia. Lawendowy Dom to także Twój dom.

Zapraszam
Beata Lipov

Komentarze

44 odpowiedzi na “Recenzja suszarki ogrodowej Linomatic 600 Deluxe marki Leifheit i szybki konkurs!!!”

  1. Monika napisał(a):

    piękna pogoda, letni wiaterek i podmuch wiatru a tu fruu bikini ląduje po drugiej stronie posesji sąsiada zatrzymane przez wysokie tuje. Ach śmiać się czy płakać i jak iść po nie … czy po prostu przeskoczyć i ukradkiem zabrać ( takie myśli kołatają się :)))

  2. Sisters About napisał(a):

    Wow! Suszarka wyglda świetnie i z tego co widzę jest też bardzo funkcjonalna :-)

  3. Joanna Nazaruk napisał(a):

    Było to 20 lat temu, pranie rozwieszone na lince w ogrodzie niedaleko na łące pasly się krowy, my w tym czasie z siostrą wybieralysmy się na dyskotekę.Ona miała założyć zieloną sukienkę którą po praniu suszyla się. Jakie było nasze zaskoczenie widząc jak jedna z krów przezuwa ta sukienkę. Ta owa krowa zwana Melą nie jeden ciuszek pozarla.. Przebojowa krowa została sprzedana

  4. W Cieniu Lipy napisał(a):

    Świetna! A jak to było u nas? Mama w szpitalu, 1 września tuż tuż, więc Tato uprał nasze bluzki i koszule. Kochany :) Ale, że w pralce było jeszcze miejsce, a przecież pustej pralki nie będzie wstawiał… dołożył biało-granatową pościel… i ustawił na 90oC… Efekt – szybkie zakupy :)

  5. Ola Wu napisał(a):

    Wygląda na praktyczny sprzęt. :-)
    Moja najzabawniejsza historia wydarzyła się, gdy moja Dziewczynka miała może 3 lata. Szukałam okularów, które notorycznie mi ginęły, wreszcie zdesperowana pytam dziecka: Haniu, wiesz może gdzie są moje okulary?
    Hania radośnie sięga do pralki, która właśnie skończyła: Tutaj…
    Kochane dziecko wzięło sobie do serca, że okulary brudne i podrzuciło je do załadowanej pralki tuż przed włączeniem :-)

  6. Ewelina Jaroszczuk napisał(a):

    link przenosi do tiramisu bez jajek :)

  7. Monika napisał(a):

    Przyjechał do mnie znajomy, po jakimś czasie chciał skorzystać z łazienki. Poszedł więc we wskazanym kierunku i… zaginął. Po 10 minutach myślę: “Biegunka! Jak nic biegunka!” i już robię przegląd apteczki. Po kolejnych 10 minutach nieśmiało skradam się pod drzwi łazienki, pukam, czy wszystko w porządku… Znajomy mówi “wchodź, wchodź!”, uchylam więc drzwi i widzę: chłopię prawe 30-letnie klęczy na ziemi przed pralką, która akurat była włączona, i wgapia się w szklane drzwiczki z błogim uśmiechem na gębie. “Bo wiesz, my w domu mieliśmy zawsze pralkę ładowaną od góry…”

  8. Ada napisał(a):

    Sytuacja z czasów mojego wczesnego dzieciństwa (miałam jakieś 3-4 latka). Łazienka, a w niej pracująca pralka typu frania, mama w kuchni i ja bawiąca się gdzieś w mieszkaniu. Nagle mama orientuje się ze jest jakoś zbyt cicho, wychodzi z kuchni, zagląda do łazienki bo drzwi były otwarte a tam ja, trzymam węża od spuszczania wody z pralki w reku, pralka pracuje na sucho, łazienka cała w wodzie ja również, no i po chwili konsternacji pytanie: i co ja mam ci teraz zrobić? A ja, jak gdyby nigdy nic, złapałam się za mokrą koszulkę i z pełną powagą mówię “źmień mnie”. Mama nie wiedziała czy ma mnie zamordować czy zacząć się śmiać:) całe szczęście wybrała to drugie:)

  9. Gosia napisał(a):

    Ja od dziecka lubiłam pranie ,może teraz trochę mniej mając trójkę dzieci i codziennie sterte ,ale jednak. Wiosną moja mama wystawiana na dwór pralke,coś na wzór frani ale z osobna komorą do wirowania…Uwielbiałam patrzeć jak ona się ‘dobrze bawi’ ale nam nie pozwala podchodzić za blisko… kojarzyło mi się to z super byciem dorosłym!

  10. Anna Hajdamowicz napisał(a):

    Mam podobną szuszarkę od przynajmniej 10 lat :) i do dziś jest super, nie demontuję jej na zimę a stan niezmiennie dobry – miłego dnia

  11. Iwona Kosmowska napisał(a):

    Jestem Mamą dwóch cudnych dziewczynek i jakiś czas temu – gdy byliśmy na etapie rezygnacji z pieluszek u Starszaka – przez moje roztargnienie/niedopatrzenie do pralki trafiła popularna pielucha jednorazowa zamotana w piżamkę. Wrażenia z lekcji pt. “co pielucha ma w środku i jak działa” niezapomniane :) pranie jeszcze dłuuugi czas przypominało o tej sytuacji ;-)

    • Iza Szydlowska napisał(a):

      Mi moja córka pomagała robić pranie :) wrzuciła swoją dzięki b. Czysta jednorazowa. Noe sądziłam, że mogą napuchnąc do takich rozmiarów. Ale czyszczenie pralki z tego granulatu to tragedia …

  12. Oj wstrzeliłaś się z tym tematem .Ja też wywiesiłam pranie na dworze ale moja suszarka jest już na wykończeniu i zastanawiałam się nad czymś większym :) Zmyksm więc poczytać co proponujesz :) pozdrawiam

  13. Angelika Fidos napisał(a):

    Rolls Royce wśród suszarek
    Zatem opowiem swoją historię, a nuż się uda wygrać. Jakiś czas temu w wynajmowanym jeszcze wtedy mieszkaniu mieliśmy pralkę ładowaną od góry. Natomiast pod wanną znajdował się schowek na środki czystości. Nasza kotka bardzo lubiła przesiadywać i tu i tu. Pewnego dnia jak zwykle wstawiłam pranie, a tu kota ani widu ani słychu. Nawoływanie i smakołyki nie pomagały. Nagle z przerażeniem stwierdziłam, że kicia z pewnością siedziała w pralce, a teraz się pierze! Wpadłam do łazienki jak burza z krzykiem. Wyłączyłam pralkę i ze łzami w oczach czekałam, aż zwolni się blokada drzwiczek. Mój narzeczony wyskoczył jak oparzony z wanny i pomógł mi zaraz wyciągnąć ciężkie, mokre pranie. Ale kota jak nie było tak nie ma? I wtedy usłyszeliśmy ciche “miau” dobiegające spod wanny. Okazało się, że futrzak wszedł do wcześniej wspomnianego schowka, a ja go tam zamknęłam. A potem narobiłam wyżej opisanej paniki. Na szczęście dziś już się z tego śmieję, a obecnie mam pralkę ładowaną od przodu, której kot nie lubi

  14. Angelika Fidos napisał(a):

    Właśnie się zorientowałam, że chodzi chyba o komentarz na blogu? Wklejam więc opowieść też tam ☺

  15. Angelika napisał(a):

    Rolls Royce wśród suszarek 󾍇
    Zatem opowiem swoją historię, a nuż się uda wygrać. Jakiś czas temu w wynajmowanym jeszcze wtedy mieszkaniu mieliśmy pralkę ładowaną od góry. Natomiast pod wanną znajdował się schowek na środki czystości. Nasza kotka bardzo lubiła przesiadywać i tu i tu. Pewnego dnia jak zwykle wstawiłam pranie, a tu kota ani widu ani słychu. Nawoływanie i smakołyki nie pomagały. Nagle z przerażeniem stwierdziłam, że kicia z pewnością siedziała w pralce, a teraz się pierze! 󾍁 Wpadłam do łazienki jak burza z krzykiem. Wyłączyłam pralkę i ze łzami w oczach czekałam, aż zwolni się blokada drzwiczek. Mój narzeczony wyskoczył jak oparzony z wanny i pomógł mi zaraz wyciągnąć ciężkie, mokre pranie. Ale kota jak nie było tak nie ma? I wtedy usłyszeliśmy ciche “miau” dobiegające spod wanny. Okazało się, że futrzak wszedł do wcześniej wspomnianego schowka, a ja go tam zamknęłam. A potem narobiłam wyżej opisanej paniki. Na szczęście dziś już się z tego śmieję, a obecnie mam pralkę ładowaną od przodu, której kot nie lubi 󾍇󾰀

  16. Celina Nikiel napisał(a):

    Pranie miało dla mnie zawsze inne znaczenie niż normalnie, dla mnie to był swoistego rodzaju rytuał. Wychowałam się na wsi, mama pracowała i już jako mała dziewczynka krzątałam się wokół nogi babci :-) Podpatrywałam ją jak napuszcza do wanny wodę i wsypuje różne proszki i płyny, potem wkładała do wanny ładnie poskładane firany a potem babcia przykładała wskazujący palec do ust i wkładała mnie do wanny bym bosymi nóżkami wydeptała firany :) Woda była ciepła i pachniała ślicznnie więc przynposiło to nielada frajde… potem płukałyśmy uprane firany i wieszałyśmy je na rozpiętych wokół domu sznurach. Do dziś mam przed oczami te bielusieńkie i przepięknie pachnące firany które wiatr rozwiewał na podwórku… przywołuje to wspomnienia o mojej ukochanej babci której juz niestety nie ma z nami…

  17. Cela :-) napisał(a):

    Pranie miało dla mnie zawsze inne znaczenie niż normalnie, dla mnie to był swoistego rodzaju rytuał. Wychowałam się na wsi, mama pracowała i już jako mała dziewczynka krzątałam się wokół nogi babci Emotikon smile Podpatrywałam ją jak napuszcza do wanny wodę i wsypuje różne proszki i płyny, potem wkładała do wanny ładnie poskładane firany a potem babcia przykładała wskazujący palec do ust i wkładała mnie do wanny bym bosymi nóżkami wydeptała firany Emotikon smile Woda była ciepła i pachniała ślicznnie więc przynposiło to nielada frajde… potem płukałyśmy uprane firany i wieszałyśmy je na rozpiętych wokół domu sznurach. Do dziś mam przed oczami te bielusieńkie i przepięknie pachnące firany które wiatr rozwiewał na podwórku… przywołuje to wspomnienia o mojej ukochanej babci której juz niestety nie ma z nami…

  18. Dorota napisał(a):

    Zaraz po ślubie mój mąż mówi, że zrobi pranie więc ja przekonana, że nastąpi podział na bieliznę białą i kolorową poprosiłam go o upranie mojej cudnej sexi bielizny ślubnej w kolorze ecru i tym sposobem moje piękne ecru stało się brudno szaro, bure gdyż mąż nie odczuł potrzeby podzielenia prania i wrzucił wszystko razem (swetry, bieliznę, dzinsy itp). Na moje pytanie CO TY ZROBIŁEŚ!!!!???? odpowiedział, że on nie ma jasnych ubrań więc nieekonomiczne było by dzielenie tego prania… i tak po 5 latach mieszkania razem, i po 10 latach związku przekonałam się, że jeszcze wszystko przede mną… i do tej pory jest to historia opowiadana na imprezach a bielizna służy dalej ale już nie jako eleganckie sexi :-)

  19. Kasia napisał(a):

    Uwielbiam patrzeć z mojego kuchennego okna na ogród, gdzie w tyle powiewa na wietrze moje pranie rozwieszone na sznurze. Najbardziej lubię suszyć na powietrzu. nawet jak czasem zbieram niektóre rzeczy z trawy ;)

  20. ula napisał(a):

    Byłam nieświadomym swoich czynów dzieciakiem łobuziakiem. Sąsiadka…fakt , za którą nie przepadałam bo na mnie krzyczała, pewnego dnia wywiesiła pranie na pełnym słońcu- sznurki pełne pieluch tetrowych . Domyślacie się co zrobiłam?Na moim podwórku nieopodal ogrodzenia zaczaiłam się pod ogromną sosną , pozbierałam szyszeczki , napełniałam je piachem i rzucałam w wiszące pieluchy. Sąsiadka wróciła do domu wieczorem i ze zdziwieniem zebrała brudne pranie.

  21. AGNIESZKA napisał(a):

    Wspomnienie z Lata:

    Ponieważ jestem decydowanym zwolennikiem suszenia prania w ogrodzie postanowiłam rozwiesić ulubine ubrania do wyschnięcia. W tym czasie po ogródku grasowała sobie suczka – Mała- bardzo żywa i skora do zabawy. Dzień był piękny toteż więcej czasu poświeciłam dzieciom. Wieczorem okazało się iż moje cudnie pachnące pranie w tym moja ulubiona czerwona bluzeczka zostało przeciągnięte przez “Małą” po całym ogrodzie, wytarmoszone jak leciało pod każdym względem. Mmoja ulubiona bluzka została znaleziona przeze mnie w pysku “Małej”. Prawie rozszarpana na kawałki.. cała pachnąca mwatami zmieszanymi z błotem. -taak.. to najdziwniejsze i najgorsze pranie z suszeniem na podwórku..

  22. Beata Machocka napisał(a):

    Opowiastka o praniu? Proszę bardzo.
    Kilkuletni syn jest na pierwszych koloniach letnich organizowanych w domkach kempingowych w lesie. Mamusia z tatusiem odwiedzają synka w połowie kolonii i wszystko jest w najlepszym porządku, ale z jednym wyjątkiem.
    W misce za domkiem widać śluzowatą mazię. To namoczona tydzień wcześniej bielizna osobista. Synek zapomniał, że ją namoczył. A może sądził, że sama się upierze i wysuszy? Jakkolwiek było, zawartość miski po tygodniu moczenia nadawała się jedynie do wylania w całości :/
    (dzisiaj synek jest dorosły, ma swoją rodzinę i pranie nie jest żadnym problemem :))

  23. Angelika Kasprzyk napisał(a):

    witam! mam problem z dodaniem komentarz ;(

  24. Kaja napisał(a):

    Moja historia :) Miała jakieś 13 lat i mieszkałam w budynku wielorodzinnym z dwoma dużymi wspólnymi balkonami-tarasami. Mieszkałam na parterze i ten balkon był z trzech stron “okratowany” :) Zrobiliśmy z tatą wielkie pranie, tak się jakoś złożyło że były tam prawie wszystkie nasze spodnie jakieś 30 par. Zapomnieliśmy zdjąć pranie na noc i jakie było nasze zdziwienie i ogromne zmartwienie widząc rano puste sznurki……… Ktoś ” pożyczył ” sobie nasze spodnie. Dziś śmieję się z tej historii ale wtedy jako nastolatka byłam załamana stratą ukochanych dżinsów :) Tata miał urwanie głowy bo gnębiłam go o nowe spodnie. Pozdrawiam :)

  25. Katarzyna napisał(a):

    Moim obowiązkiem od kiedy pamiętam było dbanie o to aby wszyscy domownicy mieli czyste uprane, złożone i schowane do szafy ubrania, również ręczniki i pościele. Muszę przyznać, że nie było to dla mnie uciążliwe. Nauczyłam się usuwać wszelkiego rodzaju plamy :) Ale do sedna. Jako, że tego prania było zawsze dużo, to Tata powiesił mi w korytarzu, pod sufitem sznurki, szły przez cały korytarz, a miał on 12 metrów i jak to w kamienicach był bardzo wysoki 3,2 m. Pranie rozwieszałam z drabiny :) Na ćwiczyłam się przy tym zajęciu jak nie wiem, toteż sylwetkę miałam zawsze świetną. Mój przyszły mąż opowiadał mi później, że mój rodzinny dom zawsze kojarzył mu się ze świeżo rozwieszonym i pachnącym praniem :)

  26. Katarzyna napisał(a):

    Wspomnienie z praniem w tle? dużo ich było…..
    Ostatnio wspominałam razem z koleżanką, jak to podczas podróżowania autostopem po Polsce(a raczej w drodze powrotnej z Trójmiasta w kierunku południowej Polski), zatrzymałyśmy sie na biwak kilka kilometrów od miejscowości Gniew. Godzina wieczorna, wrześniowe babie lato, małe jeziorko, polana… Szybko rozbiłyśmy namiot i z okrzykami radości wbiegłyśmy do jeziorka(może to był jednak staw?). Zrobiłyśmy sobie szybką przepierkę, koleżanka nawet umyła głowę. Potem siedziałyśmy do późna przy ognisku susząc nasze majtki, i skarpetki. Specjalnie siedziałyśmy maksymalnie blisko ognia i tak długo aż wszystko było względnie suche…… Poszłyśmy spać…..a rano! A rano wszystko było cudownie mokre! Obie blondynki zostawiłyśmy wszystko na linkach od namiotu…. poranek obudził się mglisty, ponury i z mnóstwem(CUDOWNYCH a jakże) korali pajęczynowych na wszystkim!!! Nie zostało nic innego jak założyć brrrrr bieliznę na siebie….i suszyć sobą!
    A jeziorko…. było niezwykle malownicze, pokryte wspaniałą rzęsą i o konsystencji zupy – czego wieczorem nie zauważyłyśmy! Dobrze, że nie myłam jednak głowy :)
    Inna historia, to już w życiu małżeńskim. Pranie, suszenie na balkonie…a podczas zbierania stwierdzam fakt braku dwóch rzeczy. Chwilę przed zdejmowaniem prania przeszła konkretna wichura – bardziej burza powietrzna niz deszcz. Brakowało męża spodni i podkoszulki! Podkoszulek znalazł się szybko pod blokiem na drzewie…. ale gdzie są spodnie…… Okazało się, że cudownie wywinięte na dach(mieszkam na ostatniej kondygnacji)!!!!! Zaczepiły się o rynnę za szlufkę na pasek!!!
    Teraz już mi pranie nie ucieknie! Mam dwa koty i połowa balkonu(ta gdzie wieszam pranie) jest zabezpieczona siatką! :)

    PS. Suszarka świetna! mam małą korektę do twojego opisu, tam są zatrzaski na wieszaki czy wieszaki na zatrzaski hihihi :)

    • Katarzyna napisał(a):

      hihihi jeszcze jedno mi się przypomniała.
      Kiedyś mówię do syna:
      – Michał wyjmij pranie z pralki.
      – Ok.
      Jakież było moje zdziwienie, gdy po wejściu do łazienki pranie znalazłam na podłodze!
      Syn miał wtedy jakieś 5/6 lat…. teraz ma 13 i doskonale sobie z praniem radzi ;) Jednak pralkę włączam ja :D

  27. Iga napisał(a):

    Historia zdarzyła się kiedy byłam jeszcze nastolatką – sobota rano, ja w cieplutkim szlafroku rozmawiam przez telefon (mój wymarzony – jeden z pierwszych modeli z kolorowym wyświetlaczem), nagle mama woła, że robi pranie i prosi o mój szlafrok, po 15 minutach… zaczynam zastanawiać się gdzie jest telefon… a on w najlepsze pierze się w pralce, jeszcze ostentacyjnie kręcił się za szybką… niestety mama nie zgodziła się żeby otworzyć pralkę, bo zalałybyśmy łazienkę, więc w bólach i mękach musiałam wytrzymać jeszcze pół godziny… telefon rozłożony na części suszył się na kaloryferze 2 dni i działał (ku naszemu zdziwieniu) jeszcze parę ładnych lat :) szkoda że już takich nie robią…

  28. Angelika Kasprzyk napisał(a):

    Moja opowiastka :) Dostałam od mojej mamy apaszkę,bardzo śliczną po mojej zmarłej babci.Mój chłopak postanowił zrobić pranie i wrzucił apaszkę do pralki o zgrozo….:/ Jak wróciłam z pracy był cały czerwony i mówi że tak zrobił i prał,że był pewny że wrzucił apaszkę do pralki a tu kicha-nie mam jej.Przeszukaliśmy cały dom,ja byłam rozgoryczona,płakałam i obraziłam się na niego.
    Wieczorem zasnęłam,śniła mi się babcia jak tańczyła z dziadkiem,wesoła,uradowana,szczęśliwa-myślę pewnie przez tą apaszkę.Wstaje a w kuchni mój chłopak z różą i pysznym śniadankiem czeka na mnie.Wtedy on wyjmuje pudełko a w niej apaszka! Uradowana rzucam mu się na szyję a w niej nagle wypada na ziemię pierścionek zaręczynowy.Oniemiałam a potem…przyjęłam oświadczyny.Okazało się że to pralka wciągnęła moją apaszkę.Najlepsze jest to że babcia nie odwiedziła mnie we śnie bez powodu,widać ten taniec był na moim weselu :)

  29. She napisał(a):

    Uwaga!Achtung!Akcja rozgrywała się w Niemczech.Pojechałyśmy z mamą w odwiedziny do znajomej.Mimo urlopu znajoma została wezwana któregoś dnia do pracy i prosiła żebyśmy z mamą “zajęły” się praniem,które suszyło się na podwórku za blokiem.Zdążyła powiedzieć,że jej Wäsche wisi na czerwonych sznurkach.Wieczorem mówi ” ey dziewczyny,a co to za slipy męskie? – jedyny mieszkający ze mną osobnik płci męskiej jest psem i nie nosi bielizny”.Ups!Ding dong dzwonek domofonu,usłyszałam tylko – ” … Unterwäsche”.Nie,to nie był ON to była ONA, jego żona!Znajoma zapomniała nas poinformować,że ma sznury na spółę z sąsiadami :)

  30. Moja Osobistosc napisał(a):

    Wygląda rewelacyjnie, chętnie bym taką przygarnęła ;p

  31. Wojciech Janicki napisał(a):

    Pamiętam jak dawno dawno temu, lat bodajże 22 albo i więcej miałem przejście z Franią w mojej domowej łazience. Ładowana od góry ona była a wirując mocno sie przy tym pociła. Była to pralka wyjątkowa, wirnikowa. I tak się kiedyś stało, że zafascynowany włożyłem rękę do niezawodnej Frani. A Frania jakby odpowiedziała i mieszać moją rękę z ubraniami postanowiła, ale się szybko mama zjawiła. Szybko mi rękę oswobodziła i Frania zazdrosna już o nią od dawna była. Mama chwilę na mnie krzyczała, a Frania stale sobie tak wirowała. W końcu swój błąd zrozumiałem i następnej okazji już Frani nie dałem :)

  32. Katarzyna napisał(a):

    Jeszcze przypomniała mi się historia z dzieciństwa, jak należałam do zuchów. Byliśmy na obozie w lesie, a trwał on 3 tygodnie, także ubrania trzeba było prać samemu w rzece. To była mała rzeka z mostem drewnianym, płytko tam było i zawsze oglądaliśmy raki schowane pod tym mostem. Tak jak wszyscy zaczęłam robić pranie, a że byłam mała, miałam 7 lat i chuda do gdy włożyłam spódnicę dżinsową do wody, a tak namokła całkowicie, to nie mogłam jej wyciągnąć z powrotem na most! Tak była ciężka, jak dla mnie, że wciągnęła mnie do wody i wpadłam między te raki! Nic mi nie zrobiły, ale przerażenie pamiętam do dzisiaj :)

  33. Agnieszka napisał(a):

    Wspaniała suszarka! Oj, przydałaby się taka dla naszej pięcioosobowej rodziny.
    A oto moja historyjka: Nie tak dawno prasując świeżo wypraną i wysuszoną poszwę na kołdrę natknęłam się na jakieś zgrubienie w narożniku, więc włożyłam rękę do środka, aby poszwę rozprostować. Jakież było moje zdziweienie, gdy wyciągnęłam stamtąd kremową skarpetkę mojej najstarszej córki. Nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że skarpetka była w rozmiarze dla rocznego dziecka, a moja córka ma 14 lat i stopę nr 40. Skarpetka nie skurczyła się, o nie. Ona sie odnalazła po 13 latach!!! Musiała tam wpaść w trakcie prania, gdy nie zapięłam poszwy na guziki przed wrzuceniem do pralki, tak, jak uczyła mnie zawsze moja mama. Łza mi się zakręciła w oku. Wspomnienia zamknięte w poszwie…. I pomyśleć, że ta mała skarpetka, gdyby miała drugą do pary mogłaby jeszcze nie tak dawno nosic moja najmłodsza córka….

  34. Magda Gie. napisał(a):

    W moim przypadku akcję ‘pranie’ można odmienić przez wszystkie wypadki ;-) oczywiście zaliczyłam przypadkowe pofarbowanie śnieżnobiałych koszul czerwonymi majtasami, użyłam wybielacza do tłustej plamy (yup! Tłustej! Miałam 12 lat ;-)) i parę innych, mniej spektakularnych. Ale hitem hitów jest ostatni mój mega wypadek, który do dziś nie daje o sobie zapomnieć…
    Jestem wielką fanką zakupów w ciucholandach (szmteksach, szperaczach, Tanim Armianim ;-) zwał jak chciał). Na jednym z łowów dopadłam piękny sweter. Biały, długi kardigan z długim włosiem. Nomen omen, w jednym z odcinków Twojego cyklu o fajnych zestawach ubraniowych, o takim m.in. pisałaś. Więc za niewielkie pieniądze takowy nabyłam. I oczywiście pierwsze co zrobiłam, po powrocie do domu, to wpakowałam mój nabytek do pralki. Wlałam we wszystkie dziury płyny zmiękczające, wszelkiej maści ulepszacze i inksze cuda niemieckiej chemii domowej i dawaj program do rzeczy delikatnych. I czekałam. Naprawdę bardzo cierpliwie czekałam.
    Kiedy pralka zakomunikowała zakończenie zadania, niemal potykając się o własne kończyny, wpadłam do łazienki i dawaj wyciągać wszystko z pralki. Pierwszym sygnałem, że nie wszystko jest ok, było to, że na pozostałych równie delikatnych ciuchach znajdowała się kosmiczna ilość białych długich kłaków. W pierwszym momencie pomyślałam że w ruch i to wzmożony, pójdzie szczotka ze szwedzkiej sieciówki. Potem że kłaków jest niebezpiecznie dużo. Wręcz cholernie dużo.
    I na końcu wyjęłam go. Mój sweter. A w zasadzie to czym się stał po praniu. Wyjęłam z pralki coś na kształt skorupy żółwia. Bo sweter był robiony z koła… Pamiętasz sprzed może 15 lat, modne wśród nobliwych starszych panów, skórzane a`la kapelusiki, na zimę, na podbiciu z futerka? Tak właśnie wyglądał mój sweter. Tyle że był biały i miał dwa białe kikuty które godzinę wcześniej były rękawami.
    Puszczając soczystą wiąchę przekleństw, i poważnym zastanowieniem się nad naciąganiem swetra (choć moja Siostra stwierdziła że zaprzęg konny by nie pomógł), byłam zmuszona go pożegnać. Ze łzami w oczach zaniosłam go do śmietnika… Sprawdziłam metkę. Okazało się, że zgodnie z zaleceniami producenta pranie powinno zostać wykonane ręcznie i w temperaturze do 30 st. A program który wybrałam a w zasadzie jego temperatura wynosiła 40 st… Stąd bolesna porażka.
    Po marzeniu o białym, pięknym jak wiosenny poranek swetrze, zostało mgliste wspomnienie i godziny spędzone na rolowaniu pozostałych rzeczy uczestniczących w morderczym procesie prania białego swetra.
    I w zasadzie byłabym o tym zapomniała gdyby nie to, że ostatnio w kącie suszarni znalazłam kłąb białych kłaków, który haniebnie zaległ mimo dokładnego sprzątania całego domu ;-)

  35. MirkaWu napisał(a):

    Mam w ogrodzie czeresienkę – rośnie ładnie i wysoko,
    prawie co rok ma owoce, których czerwień cieszy oko,
    a pod tą czereśnią – sznury do suszenia mego prania…
    Miejsca niewiele w ogrodzie, a sznur – jest to opcja tania. ;)

    Piorę często – taki los już pedantki – kury domowej.
    Czasem ręcznie, częściej – w pralce, raz białe, raz kolorowe…
    Wieszam pranie, aby wyschło, świeżym wiatrem przewiewane
    na tych sznurach, i tak co dzień są schematy powtarzane.

    Aż tu pewnego dnia, kiedy wyszłam na dwór zebrać rzeczy,
    patrzę… a pranie mam w ciapki czerwonawe. I coś skrzeczy
    mi nad głową nader głośno. Co to? I skąd kolor taki
    na moich czyściutkich rzeczach?! Odpowiedź banalna: SZPAKI!

    Nie, nie ten piosenkarz, który na Eurowizji zaszalał…
    Ptaki – szpaki. U mnie zresztą gwara nazwać je pozwala
    skorcami. I te to skorce rzuciły się na czereśnie,
    które dojrzały wspaniale, obficie i nader wcześnie…

    Ptasia czereda na drzewie raczyła się owocami,
    dziobiąc na ślepo… Cóż, sok z nich kapał na pranie czasami.
    Po uczcie ptasiej zostały mi więc ciapy kolorowe
    na białej męża koszuli i na sukience galowej…

    Niby nic, ale ptaszyska dokuczyły mi straszliwie…
    Taki atak! I tak nagle! Niech los sądzi sprawiedliwie
    i niech mi z nieba – miast szpaków – spadnie suszarka – dam słowo,
    że znajdę dla niej lokację bez drzewa – bezpieczną. Nową! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *